niedziela, 15 kwietnia 2018

Schrony OPL z II ws wokół Łodzi

15.04.2018
Pabianice - Łódź - Niesięcin - Łódź - Porszewice - Pabianice (96km)

 Schrony obrony przeciwlotniczej z czasów II wś wokół Łodzi


 Czy ktoś się nad tym zastanawiał? Ja nie. Ale kiedy tylko przeczytałem anons, że taki temat wycieczki jest organizowany to oczywiście ja musiałem tam być.
Dla mnie - mega atrakcja. Obiektywnie - jak nie macie do tematu atencji to jeden Wam wystarczy.

Na starcie stawiła się liczna blisko 40 osobowa grupa

Usługi transportowe pełniła wierna KogaMyata, chociaż z części nawierzchni była umiarkowanie zadowolona

Co oglądaliśmy?
Linia Maginota to nie jest. Sa to typowe lekkie schrony dowodzenia. Czyli ceglana konstrukcja ścian, z lekkim stropem (30 cm żelbetu), schowana w 1/2 kubatury w ziemi i z dachem zasypanym ziemiom. Miejsxe schronienia przeciw odłamkom dowództwa oraz centrów łączności.
W rokładzie przestrzennym: wartownia, pokój roboczy i kilka pomieszczeń socjalnych.
W kolejności zwiedzania:
I schron - Konstantynów Łódzki, Niesięcin
 Położony w środku rozległego pola. Niestety bardzo podmokłego, zatem dostać się tam w kwietniu to prawdziwa błotna katorga.
 Wejście dobrze zachowane. Ładnie widać ochrone konstrukcyjna przed odłamkami
Wewnątrz tragedii nie ma, ale ogólna dewastacja.
Warto się pospieszyć ze zwiedzaniem, bo pod schronem płynie potok wód gruntowych. myślę, że szybko i skutecznie rozprawi się z konstrukcją, która jest już mocno nadgryziona zębem czasu.

Schron II - Łódź ul. Liściasta
 Schron bardzo mocno wrośnięty już w ziemię
 Dobrze widoczny detal konstrukcji. Ceglane ściany i żelbetowy (30 cm) strop. Ale miejmy świadomość, że ten żelbet nie dawał właściwie żadnej ochrony przed bezpośrednim trafieniem nawet małą bombą lotniczą
Świetnie natomiast spajał ściany oraz tworzył powierzchnię dla zasypania schronu "zielonym dachem". Niewidoczność to miało chronić schrony dowodzenia.

Po drodze śniadanako nad małym uroczym zalewem koło ul. Brukowej. Tak, to też Łódź.
 ... i dalej przez Radogoszcz, pomnik ofiar getta zorganizowanego w Łodzi przez faszystów


Schron III - ul. Nad Niemnem
Położony niemal na samej kulminacji Wzniesień Łódzkich w obrębie miasta i dostępny po drogach dla odpornych turystów.
 Tutaj świetnie widać zasadę "skoro mnie nie widać to mnie nie ma". Sam schron nad wyraz czysty i pięknie położony. Sama przyjemność i panorama na szeroki świat dzięki elewacji terenu

Jedziemy przez Mileszki i niestety mijamy zgliszcza drewnianego, zabytkowego kościółka, którego strata jest dotkliwa dla spuścizny całej historii Łodzi.


 Schron IV Wyposażenie wnętrza, wartość dodana.
 Już myślałem, że to jest jedyne wejście. Ale czy ja "wyginam śmiało ciało", żeby tu się przecisnąć?
Szczęśliwie w krzaczorach odnajdujemy jeszcze jedno wejście, a w nim niespodzianka. Zachowane drzwi do podziemi schronu. Wraz z przylgą jasno pokazują, ze były odporne na atak chemiczny. Prawdopodobnie jedno z pomieszczeń wewnętrznych to była zatem komora filtrów powietrza.
 Zachowały się również wewnętrzne drzwi w korytarzach komunikacyjnych...
Oraz o dziwo puszki rozdzielcze instalacji elektrycznej.

Jak wrócić do domu. Wariantów miałem prawie nieskończoność. Zdecydowałem się jednak na "zielony industraial z nutką snobizmu". Zatem przez parki 3-maja i Baden-Powell`a do Nowego Centrum Łodzi, dalej woonerfami na lody na Pietrynie.
Wciąż jednak było mało, a do trzech razy sztuka więc na powrocie do domu odnalazłem jeszcze pozostałości cmentarza wojennego z I wś w Porszewicach. Mała rzecz a cieszy, bo już dwa razy czesałem tamte lasy w jego poszukiwaniu bez skutku. Teraz dzięki radom starszych w wierze poszło gładko.

 W sumie nic dziwnego, że się skrył. pozostały tylko resztki wałów ziemnych, samotna tablica pamiątkowa i jeden nagrobek.

 Upamiętnia ona żołnierza 38 DP armii niemieckiej, która właśnie tutaj, w dwóch osobnych bojach, dostała łupnia od Rosjan i rozbita wycofała się na Lutomiersk

I na tym wycieczka się niemal skończyła. Niemal, bo po powrocie do domu pozostały pamiątki w postaci oparzonych przez słońce nóg.

piątek, 6 października 2017

Wczoraj wyjęli ją z pudeka - Holandia

Właśnie wczoraj wyjęli ją z pudełka - Holandię. 
Rozpakowali. I jest. Taka czysta. Uporządkowana. Zadbana. 
Fascynująca swoim ascetyzmem i przestrzennym ładem.

Byłem tam tydzień. Na rower udało mi się wyrwać jeden dzień. Ale nie zmarnowałem daru. Na typowej, holenderskiej damce z hotelowej wypożyczalni wykręciłem 180 km pętlę, w czasie, której urzekłem się tym krajem.

Trasa wycieczki

Każdy wie, że Holandia to kraj kanałów. I faktycznie. Mniejsze lub większe towarzyszą nam wszędzie. Wraz z nimi mosty przeróżne i spokojne drogi. Oddzielone od tych z samochodami właśnie kanałem.

Drga z lewej i domki, droga z prawej, kanał pośrodku pomiędzy tym mostek i jesteśmy w Holandii

A obok jeszcze spokojniejsze i zadbane ogródki z domkami. Drogi rowerowe są w Holandii wszędzie. Dosłownie wszędzie. Jest ich tak dużo, że właściwie trudno nimi się poruszać :) bo ciągle się krzyżują. Istnieje cały system informacji rowerowej. Każde skrzyżowanie ma swój numer. Na każdym jest mapa pokazująca gdzie jesteś i gdzie są następne krzyżówki z numerami. Obok słupek pokazujący, która droga prowadzi do kolejnego numeru. I tak możesz przejechać cały kraj a przynajmniej Flandrię. Genialne. Wyższy poziom matrixu.






Zestaw infrastruktury turystycznej na punkcie węzłowym. Mapa, słupek informacyjny i drogowskaz
 Sama infrastruktura rowerowa jet też wszechobecna. Drogi dla rowerów asfaltowe, betonowe a w parkach narodowych żwirkowe to - oczywista oczywistość. Jeżeli brak wydzielonej drogi dla rowerów to na zwykłej 6 m drodze z lewej i prawej są pasy dla rowerów. Oddzielone przerywana linia od jezdni centralnej i zaznaczone innym kolorem. Jeżeli rower nie jedzie samochody mijają się bez problemu. Jeżeli jedzie rower to jeden z samochodów czeka, żeby go ominąć. DDR-y przy przecinaniu ważniejszych dróg poprowadzone są głównie tunelami dla rowerów a czasami naziemnymi kładkami. 



Typowy układ pasów dla rowerów oraz tunel rowerowy pod bardziej ruchliwą drogą

Co ciekawe. W tym fascynującym kraju drogi dla rowerów mieszczą się wszędzie. Na drogach wiejskich jak i w centrach miast. Do tego powszechne ronda. Szykany spowalniające ruch samochodów na wjazdach do miejscowości. "Strefa 30 km" w obszarze zamieszkani. Rowerzystów jest fascynująco dużo. Są wszędzie i zawsze. Jeszcze więcej jest rowerów. One są, nawet jeżeli nie ma rowerzystów. 


Stacja kolejowa

Rowerów raczej nie przypinają do niczego. Według holendrów zamknięcie podkowy, którą ma każdy rower, jest dostatecznym zabezpieczeniem. Nie zmienia to faktu, że powszechne są stojaki, które jednak raczej spełniają rolę wskaźników, gdzie należy zostawiać rowery.


Tutaj i tak ktoś już zrobił więcej niż zwykle

To co na każdym miejscu rzucało się w oczy to ład. Porządek. Schludność. Piękne ogrody. Zadbane domy. Dbałość o przestrzeń. Brak zaśmiecenia reklamami. Brak bałaganu. Brak tandety. Domy kryte są głównie strzechą i dachówką. Taki specyficzny rodzaj biedy. Z frontu stoi na podjeździe samochód a z tyłu ogrodu na kanale czeka łódź. Wioski i miasteczka Holandii mnie urzekły. Właśnie tym ładem i zadbaniem.



Jest bardzo ładnie i czysto. Taki standard

Naturalne krajobrazy tego kraju to głównie wrzosowiska, turzycowiska i wszelkiego rodzaju podmokłości. Pierwsze dwa pokazał Park Narodowy Dwingelderveld. Podobno jest to jedno z największych wrzosowisk w Europie. Rzeczywiście park urzeka swoim charakterem. Generalnie tak wyglądała mniej podmokła (czytaj inna niż bagno) część Holandii zanim ludzie opanowali stosunki wodne.Ciekawie wygląda system utrzymania równowagi ekologicznej na obszarze o krajobrazie "tradycyjno - kulturowym". Znaczna część parku, głównie strefa wrzosowiskowo - leśna otoczona jest płotem elektrycznym. Wjazdy i wyjazdy zabezpieczone są stalowymi, ażurowymi  kładkami, które również podłączone są pod układ "elektrycznego pasterza". Wewnątrz pasą się ekstensywnie stada owiec i krów redukując nadmiar roślinności i utrzymujące pewien poziom przyrodniczej homeostazy. 


Naturalne kosiarki w części PND

Krajobraz części wrzosowiskowo - leśnej PND

Zabezpieczenie "elektrycznym pastuchem" drogi rowerowej w parku


Na "właściwym" wrzosowisku spotkałem za to duże stado owiec wypasane pod nadzorem pasterza z kapitalnie pracującym psem pasterskim. Szczerze mówiąc to pierwszy raz widziałem psa pasterskiego w akcji, nie w warunkach pokazu umiejętności, a burka, który naprawdę zarabiał w ten sposób na michę. Świetny widok. Prawdziwa fascynacja.

Podobno największe wrzosowisko Europy


Drugi park narodowy Weerribben-Wieden był zdecydowanie mniej dostępny. Rozciąga się na północnym - zachodzie od jeziora Belterwijde na NW od Meppel. Pojechałem tam, bo chciałem zobaczyć holenderskie poldery. Samo jezioro jest pozostałością dawnej zatoki morskiej, odciętej teraz od  reszty systemem wałów a park narodowy pokazuje nam jak wyglądały ogromne połacie Holandii zanim je osuszono i zagospodarowano. generalnie jest to całkowicie niedostępne do penetracji bagnisko. Ogromne hektary szuwarów, oczek wodnych i innych wodno-ziemnych wynalazków. 



Szuwary, szuwary i woda i znów szuwary, podobno tak to wyglądało

Samo jezioro dzisiaj stanowi ośrodek sportów wodnych i jego brzegi opanowane są przez porty jachtowe i centra aktywnej rekreacji związanej z wodą. Oczywiście tam gdzie nie ma parku narodowego i jeziora są poldery. Kapitalny widok. Można uwierzyć, że Ziemia jest płaska. Cechą charakterystyczna dla krajobrazu polderu jest to że nie ma tam nic. A tak dokładnie to są niekończące się łąki. Łąki po horyzont, poprzecinane siecią rowów melioracyjnych. Pośród tego krajobrazu stoją rozproszone fermy zaopatrzone w ogromne obory z bydłem i gigantyczne stosu paszy. Tam też tylko rosną jakieś drzewa.


Bo Ziemia jest płaska

... i wyrastają z niej farmy...

...i krowy. Reszta jest płaska

Ten spokój i otwartość przestrzeni na polderach jest wręcz przytłaczająca. Co jeszcze charakterystyczne. Cały czas trwa tam praca. Nie, nie, nie nie było setek wiatraków. Były za to setki pomp cicho powarkujących w różnych rowach, przelewach i przepustach. Od całkiem małych po duże stacje pomp. Ale były stałym elementem towarzyszącym drodze przez tereny zabrane morzu. 


Tak to działało kiedyś

Dzisiaj są duże stacje pomp ...

... ale tez dziesiątki małych przepompowni

Tak jak maszyny melioracyjne, które niestrudzenie pracują przy stałym czyszczeniu rowów. Jak widać jest to taka przestrzeń, która nie dana została człowiekowi raz na zawsze, ale którą zdobyliśmy i teraz stale musimy bronić. A, że woda jest ciut, ciut to przekonałem się oglądając wstępna fazę budowy domu. Poziom wody gruntowej był ledwo kilkanaście cm poniżej gruntu a budowa fundamentów wymagała wcześniej wykonania palowania i dopiero wówczas zaczęto stawiać fundament. Nie jest zatem łatwo na tym terenie. 


Bez kaloszy ani rusz

Można jednak zamiast stawiać dom w wodzie mieć dom na wodzie. To bardzo popularny sposób mieszkania, lub letniskowania. Jednak nie ma co się dziwić. Wszak warunki sprzyjają. 


Osiedle czy uliczka mieszkalnych barek?

Z ciekawych miejsc, które zwiedziłem polecam jeszcze w tamtym regionie miejscowość Giethoorn. Czasem opisują ją jako "Holenderską Wenecję". To jednak mylące porównanie. Nie ma tam szczurów, nie śmierdzi, nie ma tłumów, brak hałasu nie kradną, nie naciągają i nic się nie rozsypuje. Jest za to pięknie, śliczne domki stoją pośród sieci kanałów. Do każdego prowadzi mostek z wąskiej ścieżynki i obowiązkowo przynajmniej dwa kanały. Nie ma samochodów, bo nie ma drogi. Są tylko metrowej szerokości dróżki i niekończące się kanały. Jest absolutnie spokojnie, piękne ogrody, zadbane, wtopione w ten krajobraz i zieleń domy. Piękne miejsce na Ziemi.




Githoorn - alejki, kanały i niesamowity spokój

Osobnym elementem były Dolmeny, czyli megalityczne kamienne grobowce. . Najczęściej tworzą one, lub tworzyły pierwotnie formy wbitych pionowo głazów przykrytych daszkiem z kamienia położonego poziomo. W efekcie wiele z nich przypomina grzybki niczym ze "Żwirka i Muchomorka" (starsi pamiętają). W prowincji Drenthe,gdzie przebywałem jest ich bardzo dużo, podobno 53 stanowiska. Ja nie jechałem ich "tropem" a i tak wiele widziałem a jeszcze więcej ominąłem mimo drogowskazów prowadzących do nich. Megality Europy kojarzą nam się z Celtami, którzy rzeczywiście zasiedlali te tereny ale znacznie. Te które widziałem były produktem kultury grobów jamowych, czyli osadnictwa około 3.500 lat p.n.e.




Dolmeny, czyli megalityczne konstrukcje grobowe

Zwiedziłem również ZOO w Emmen. Ciekawa opcja. Samo Emmen jest niewielkim miastem. Tak około 50 tys mieszkańców. W centrum, główna arteria komunikacyjna jest wpuszczona w tunel a nad nią wytworzony został duży plac miejski z fontannami, zielenią i innymi rozrywkami. Z tego tez placu przechodzi się do nowo wybudowanego ogrodu zoologicznego, który w zamyśle ma być jednym z kół zamachowych ekonomii miasta. Sam ogród jest dosyć ciekawy. polecam Jungola - czyli ogromny, blisko 3h pawilon z tropikalną dżunglą i właściwymi dla niej gatunkami zwierząt. Samego ogrodu opisywać nie będę odsyłam do galerii.





ZOO Emmen - zapraszam do galerii

Podsumowując. Jestem zaskoczony. Zaskoczony, że ten kraj mnie tak zaskoczył. Swoim ładem przestrzennym. Swoim umiłowaniem do estetyki. Swoją dbałością o krajobraz. Swoją dbałością aby kawałek świata, może najbardziej uregulowany przez człowieka jednocześnie pokazywać jako maksymalnie naturalny. Nie spodziewałem się, że Holandia będzie jednym z krajów, gdzie bardzo chętnie bym wrócił.

Galerie: